Pokazywanie postów oznaczonych etykietą konwenty. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą konwenty. Pokaż wszystkie posty

12 marca 2008

Coraz cieplej sie robi...

Robi się coraz cieplej. Zielone źdźbła nieśmiało wychylają się z ziemi, a na pierwszych, tych odważniejszych drzewach i krzakach pojawiają się zielone pączki. Zbliża się zatem większy niż w zimie wysyp konwentów. No bo cieplej to już i konwenty takie "niestandardowe" mogą sie odbywać. Pisząc "niestandardowe" - mam na myśli na przykład takie, które odbywają się na świeżym powietrzu. I tak po raz kolejny wspominając minione konwenty te starwarsowe jak i te nie starwarsowe (poczytać można na iFandom o Falkonie, Alderaanie i innych, ale liczę, że sami poszukacie :)) zacząłem się zastanawiać co nowego zaoferowane zostanie nam, fanom szerokopojetej fantastyki, w nadchodzącym sezonie?

Niestety... nic.

Z bólem to mówię, ale nie zanosi się na nic, co byłoby jakoś istotne dla rozwoju fandomu w Polsce, a zwłaszcza dla rozwoju fandomu Gwiezdnych wojen. No ok. Jest jedna rzecz, której nie było (z tego co pamiętam) wcześniej. Otóż zbliżający się konwent Pyrkon w Poznaniu jest reklamowany przez ogólnopolską kampanię bilboardową. Plakaty i citilighty z reklamą konwentu można znaleźć w samym Poznaniu, ale także m.in. w Krakowie, Wrocławiu czy Warszawie. To na pewno krok na przód, choć gdybym ja, jako organizator konwentu, dysponował takimi pieniędzmi, raczej nie włożyłbym ich w tak drogą reklamę, która ma znikomą docieralność do targetu. Ale to ja... :)
Z imprez SW nie będzie nic nowego. Znaczy pewnie będzie konwent Dagobah, ale czy zaproponuje nam coś wielkiego? a nawet jak zaproponuje, to kto to tak naprawdę spoza środowiska dostrzeże w małym i położonym na uboczu Gorzowie? (sorry chłopaki - odwalacie świetną robotę, ale położenia miasta i kłopotów z dojazdem tam - nie zmienicie).

Idąc dalej - Polcon w Zielonej Górze (albo w Jeleniej, jeden pies :P) także sukcesem nie będzie... bo jest daleko i jakoś tak - bez rozmachu. Jakieś szanse na zrobienie czegoś przełomowego ma Polcon w Łodzi w 2009, ale to jeszcze dużo czasu, zatem ciężko wyrokować.

Zastanawiam się natomiast jak powinien być zrobiony dobry konwent. Pozwoliłem sobie wyróżnić kilka elementów. Kilka z nich jest oczywistych, ale zdecydowanie należy je w zestawieniu wymienić.

1. Ściśle określony target. Już słyszę protesty, że nie dobrze jest robić konwenty "czyste tematycznie" - czyli konwent dla RPGowców albo dla miłośników Tolkiena. (Takie imprezy też się odbywają oczywiście, ale o tym kiedy indziej). Aby zacząć w ogóle działać przy organizacji konwentu należy sobie sprecyzować podstawowego odbiorcę tej imprezy. To może banalnie brzmi, ale od tego, do jakiego potencjalnego odbiorcy kieruje się imprezę zależy data konwentu, podstawowe ograniczenia dla programu czy jakieś ograniczenia bezpieczeństwa (choćby sprawa spożywania alkoholu).

2. Kiedy mamy już target zastanawiamy się nad możliwymi atrakcjami. Wiąże się to ze stopniowym zacieśnianiem owego targetu. Zauważcie, że chyba niewielu organizatorom udało się zrobić imprezę "dla wszystkich". Zawsze jest położony na coś nacisk. W przypadku Polconu - to literatura fantastyczna, a w przypadku dawniejszych Imladrisów - RPG. Jedne konwenty SW bardziej kładą nacisk na "geekowskie" prelekcje - inne na zabawę. Zdanie sobie z tego sprawy to już naprawdę niezły sukces. Target taki ma niesamowite znaczenie. Jeśli załóżmy przyjadę na konwent którego większość programu stanowić będzie manga i biegające 13 letnie dziewczynki przebrane za kotki, czy inne świnki poczuję się lekko... zażenowany. Nie żebym miał coś do mangi czy świnek, ale po prostu.... nie ten target.

3. Konwent powinien mieć przede wszystkim dobry program. Nie mam tutaj na myśli w zasadzie jakichś super odkrywczych tematów (byłem na parunastu, czy nawet parudziesięciu konwentach - wierzcie, ciężko już jest o naprawdę odkrywcze tematy). Chodzi o to, że temat musi być ciekawie przedstawiony. W dobie rzutników i prezentacji multimedialnych - ciekawa prezentacja to minimum. Poza tym - muszę wiedzieć, że mówi do mnie ktoś, kogo można uważać za eksperta. Nie chodzi oczywiście o to, żeby od razu był to doktor habilitowany, ale niech przynajmniej widzę, że prelegent nie jest z przypadku i naprawdę potrafi temat przekazać. Poza tym nie zawsze atrakcją są "gwiazdy" - pisarze, tłumacze czy aktorzy, ale to tylko moje zdanie.

4. Lokal musi być właściwie dobrany. I nie chodzi o to, że musi być to sala konferencyjna pięciogwiazdkowego hotelu. Nie mam też w zasadzie nic przeciwko szkołom - bo wiem jakie są realia, a szkoła zapewnia wszystko w jednym miejscu - stoły, krzesła, wiele sal, prysznice i toalety. Ale mam kilka podstawowych założeń. Przede wszystkim właściwa wielkość obiektu. Nie mam ochoty przeciskać się na korytarzach w zaduchu. Po drugie: wyraźnie oddzielona część "mieszkalna" od "konwentowej". Wściec się można, kiedy po całym dniu konwentowania próbujesz zasnąć w sali, a za drzwiami jakaś ekipa świetnie się bawi grając na gitarze. Co gorsza kiedyś trafiłem na salę, w której poza spaniem odbywała się... sesja RPG... ani w takich warunkach spać, ani grać.

5. Jedzenie na terenie konwentu albo w jego bliskim sąsiedztwie to podstawa. Chcę coś zjeść, albo napić się herbaty - muszę żebrać o wrzątek, albo szukać po mieście. To niedopuszczalne. Z doświadczenia wiem, że czasem nie chce się ruszyć czterech liter i siedzi się na głodniaka, albo odżywia się batonikami.

Prawda, że nie są to wygórowane założenia? Bardzo łatwo je spełnić, a sprawią, że potem czytając recenzje z konwentu organizatorzy są chwaleni. A to zawsze miło usłyszeć.

11 grudnia 2007

Gdzie sie podziały tamte konwenty

Ja się chyba starzeję. Hmm taka refleksja mnie naszła bynajmniej nie w w wyniku spojrzenia w kalendarz, ale w wyniku przypomnienia sobie konwentów na których byłem na przestrzeni lat. Czy to może konwenty się zmieniły?

Imprez fanowskich typu "konwent" nie było w moim życiu aż tak wiele, ale z drugiej strony - nie było ich też tak mało. Zacząłem od Alderaanu w 2003. Potem był kolejny Alderaan, Imladris, Dagobah, Kamino, Konkret, Polcon, Falkon, dwie edycje UBOTA i kilka innych. No i CorusCony, ale to zupełnie inna bajka, bo o nich to trudno powiedzieć, żebym był odwiedzającym.
Pamiętam swój pierwszy Imladris. To był bodaj 2004 rok. Niby tak niedawno, a jednocześnie wydaje się, że to wieki temu. W Krakowie wtedy bawiłem się rewelacyjnie. Byłem na całej masie prelekcji i to nie tylko Star Warsowych bo tych była niewiele, bo Imladrisy są raczej konwentami ogólnofantastycznymi. Słuchałem z zaciekawieniem wystąpień na tematy kreacji bohatera w RPG, dyskusji zwolenników i przeciwników powergamingu w grach fabularnych, spotkań i paneli na temat Tolkiena i tym podobne, z wypiekami na twarzy słuchałem opowieści Staszka Mąderka... Długo by wymieniać. Teraz to jakoś wszystko zbladło. Wszystkie konwenty, z nielicznymi wyjątkami, są identyczne i zaczynam rozumieć osoby, starych wyjadaczy fandomowych, którzy na konwenty jeżdżą nie dla programu, a dla spotkania z ludźmi. Bo ileż można słuchać opowieści jak stworzyć dobrą postać w RPG czy z jakiej broni najlepiej strzelać, aby zabić w systemach postapokaliptycznych? Zwłaszcza, ze wielu (nie mówię, że wszyscy) prelegenci na wielu konwentach są dobierani raczej z przypadku. Znaczy albo się wiedzą nie wyróżniają na dany temat, albo nie potrafią jej przekazać, a czasem i jedno i drugie. To jest niestety największy mankament - program wielu imprez wydaje się bogaty i pełen ciekawych tematów - w rzeczywistości jednak tylko niewielki procent prelekcji jest wart uwagi.

Konwenty są do siebie podobne. Jedne zbierają 300 osób, inne 1200 - niemniej to nadal jest ten sam scenariusz. I teraz pytanie sobie zadaję - czy to ja się zestarzałem i mnie już "trudniej zadowolić", czy organizatorom konwentów wyczerpały się pomysły i tylko powielają schematy. Schematy nie są oczywiście czymś złym - dobre pomysły zasługują na to, żeby je kopiować, ale, na Boga, po 50 razy, dokładnie w identycznej formie?

Dobrym przykładem pozytywnego powielania schematów był Warszawski Polcon. Tam też były prelekcje czy spotkania z pisarzami, ale wygłaszane naprawdę przez znawców tematu, którzy nie zgłaszali swojej prelekcji tylko po to, aby nie płacić za wejście. Zresztą - na temat Polconu było już na iFandom kilkukrotnie - zatem wróćmy do tematu.

Nie podam recepty na "dobry, świeży" konwent, bo takiej nie mam. Nie wskażę palcem też konkretnie "co jest złe, a co dobre" - bo także, mówiąc szczerze - nie potrafię takiego wskazania dokonać. Pokazuje tylko problem... Coś jest chyba z tymi konwentami nie tak...

Konwenty są w Polsce zdecydowanie za często. Mam tutaj na myśli oczywiście konwenty stricte fantastyczne. Tak naprawdę co dwa tygodnie można pojechać do jakiegoś miasta i trafić na konwent. Wyczerpuje to zarówno siły organizatorów (bo w końcu możemy dojść do momentu w którym na konwentach będą się spotykali sami organizatorzy podobnych imprez ), jak i siły (czy raczej "mocy przerobowej") sponsorów. Oczywiście nie mówię że nie należy się spotykać. Jeśli lokalne bractwo graczy w RPG ma ochotę siedzieć całą noc i grać w Role Playing, albo słuchać opowieści o tworzeniu dobrych postaci - niech to robią. Nie ma problemu. Ale żeby wszystkie zloty stawiać na równi? Coś jest nie tak, kiedy zagląda się na stronę Informator konwentowy i widać, że konwentów zatrzęsienie... I najśmieszniejsze jest to, że Pyrkony (konwenty z tradycją) czy R-kony występują obok... Eccichiconów (ke??? - znaczy wiem, co to Ecchi, ale żeby o tym konwent robić?), czy... Śląskich spotkań fanów Star Wars. Przy całym moim zamiłowaniu do starwarsów i spotkań fanowskich - zamieszczanie notki na jego temat na stronie informatora KONWENTOWEGO jest chyba lekkim wprowadzaniem w błąd. Ale to tak zupełnie na marginesie.

Nawet Polcon, mający być w zamierzeniu konwentem fanów fantastyki, ogólnopolskim i największym, jest bardzo nierówny. Raz jest robiony tak jak w Warszawie, w Centrum Gromada, a innym razem jak "normalny" (tylko że większy) konwent w jakiejś szkole wyższej czy podobnym budynku. Znowu - coś jest nie tak.

Witek Siekierzyński, główny org Warszawskich Polconów, powiedział kiedyś, że zrobienie konwentu na 100 i na 1000 osób nie różni się wcale tak bardzo. Trzeba zamówić w drukarni więcej informatorów, ale i tak graficznie trzeba to przygotować. Ja uważam, że chyba jednak się różni. Bo albo robimy zjazd przyjaciół, albo robimy konwent. Jeszcze nie widziałem udanego miksu obydwu tych możliwości. Wychodzi albo jedno albo drugie. Zawsze. Obydwie te możliwości maja swoje plusy i minusy, Tylko, że jedno jest zupełnie czymś innym niż drugie. I to poddaję Wam, drodzy czytelnicy, pod rozwagę...

Do tematu pewnie jeszcze wrócimy, Bo łatwy nie jest. :) Zapraszam do komentowania.

22 listopada 2007

Falkon 2007 - Migawki

Oto przed Wami garść informacji (w formie dobrze znanej czytelnikom iFandom migawek).

Lokalizacja. Tutaj ciężko jendocznacznie określić ją pozytywnie lub negatywnie. Z jednej strony - budynek szkoły prywatnej wyższej (WYSPA - Wyższa szkoła czegoś tam i administracji) czyli już nie ma siedzenia w małych, szkolnych ławkach i toalety generalnie w dobrym stanie, a nie jak w państwowych placówkach oświatowych, w stanie opłakanym. Z drugiej jednak strony Falkon to ogromny konwent, zbierający co roku około 1000 ludzi. Ten budynek po prostu był za mały! Nie widziałem jeszcze konwentu w którym trzeba było się przeciskać na korytarzach - a na Falkonie - były takie momenty. Poza tym, jak to w szkole wyższej, mamy sale wykładowe, z projektorami i tablicami, które doskonale nadają się na sale prelekcyjne, ale mamy także malutkie salki ćwiczeniowe, które jako sale prelekcyjne się już nie bardzo nadają, a tym bardziej jako sale sypialne - ciasne i duszne, i jest ich zdecydowanie za mało. Zatem lokalizacja to plus i minus jednocześnie. Nie mogę jej jednak porównać z poprzednią miejscówką Falkonu, gdyż edycja 2007 konwentu byłą moją pierwszą.


Blok Star Wars. Na Falkon jechałem w błogim przeświadczeniu, że będzie to jeden z nielicznych konwentów, na które jadę jako stu procentowy uczestnik. Nikt z Warszawy, ani ja sam, nie musieliśmy prowadzić żadnego punktu programu. Mogliśmy się skupić tylko na oglądaniu tego, co przygotowali inni. Oczywiście w centrum naszych zainteresować był blok SW przygotowany przez Lubelskich Fanów. To co zaprezentowali było standardowe, ale mieściło się w "górnej granicy standardu". Prelekcja o efektach specjalnych - mieliście świetne materiały wideo, ale chyba można by chyba powiedzieć coś więcej. Ale mimo to było świetnie. Konkurs konstruktorski - Falcon i reszta byli w swoim żywiole, i oczywiście zgarnęli główną nagrodę za Snowspeedera. Prezentacja fanfilmów - konwentowy standard i klasyczny zapychacz. Jest to sprawdzony hit bloku Star Wars, więc i tutaj zgromadził ogromną liczbę widzów. Konkursy - także ogromny plus, zwłaszcza, że nagrody były dość cenne. Generalnie - plus za przygotowanie bloku, choć oczywiście sala w której się to odbywało była zbyt mała, i co za tym idzie - duszna, ale to już nie zależne było od Lubelskich fanów.


Sklepy i Jedzenie. Na miejscu konwentu działał barek, można by powiedzieć, że była to w zasadzie mała restauracja. Napoje ciepłe i zimne oraz dania obiadowe w przystępnych cenach - ogromny plus! Poza tym na teren konwentu można było zamówić dobrą pizzę. Zatem konwentowicze nie chodzili głodni. Plus dla organizatorów. Ze sklepami ze stuffem nie było źle, choć nie było ich wiele. Na uwagę zasługiwała przede wszystkim BARDZO bogato wyposażona księgarnia Solarisu, mająca w swojej ofercie nie tylko książki wydane przez to wydawnictwo. Poza tym było stoisko sklepu Bard i kilka innych. Generalnie wszystkie bardzo dobrze wyposażone w najróżniejszy asortyment. Było gdzie zostawiać pieniądze.

Rozplanowanie atrakcji. Tutaj już gorzej. Po części problem ten był spowodowany zapewne wielkością sal w budynku, bo oczywiste jest, że ważniejsze bloki dostawały większe sale, a mniej ważne - mniejsze. Niemniej, nie widziałem żadnej logiki w rozmieszczeniu sal. Nie... OK, mała logika była - sale do prelekcji RPG (aż dwie) były obok siebie. No po prostu budynek był dziwnie zbudowany.


Ludzie. Tegoroczny Falkon zebrał podobno 1200 ludzi. I byli to ludzie przeróżni. Trafiali się "młodzi padawani", jak i starsi i wiekiem i stażem konwentowym. To na pewno sukces marketingowy organizatorów, ale czy dla młodszych były atrakcje - śmiem wątpić, ale może się nie znam - nie byłem wszak wszędzie.

Ochrona. Była, choć mało widoczna. Generalnie porządek był zachowany i nie zauważyłem jakiś większych incydentów związanych z bezpieczeństwem, a na tym punkcie jestem, jak co poniektórzy wiedzą, wyczulony.

Podsumowanie. Niby wszystko superaście, jakiś większych wpadek nie zauważyłem, Jedzenie było, papier toaletowy był, program bogaty - był, pomimo ścisku było gdzie przyłożyć głowę, to Falkon jakoś nie miał dla mnie duszy. Może sprawiła to jego wielkość, a może coś innego... Nie jestem w stanie stwierdzić co zaszwankowało, ale coś było nie tak, a może to ja się starzeję?... Mimo wszystko - dziękuję organizatorom. Odwaliliście kawał dobrej, rzetelnej roboty. Gratulacje.

Na razie mówię HOWGH. Jak jakieś przemyślenia wpadną mi do głowy w związku z Falkonem, to nie omieszkam napisać na iFandom.

16 listopada 2007

Alderaan 2004 - co w nas zmienił?

Oj dawno nie było już żadnego posta na iFandom. Cały wolny czas po prostu ostatnio poświęcałem Ossusowi, który na szczęście już działa na nowym serwerze. Wracamy do tematu! Alderaan 2004.

Kilka słów na temat tamtego konwentu znajduje się już na iFandom w tym miejscu.

Po Alderaanie 2004, zwanym także "Żenadą" coś się w fanach ruszyło. Śmiem twierdzić, że to właśnie po tym konwencie wiele grup fanów zaczęło działać w swoich środowiskach, aby jakoś scalić lokalnych fanów. Nie wiem, czy wiecie, ale na Alderaanie 2004 odbyły się także rozmowy ICO - BASTION, które rozpoczęły współpracę ze sobą, a wszelkie konflikty jakie były między tymi dwoma vortalami zostały odkreślone "grubą kreską". To był naprawdę krok naprzód, pomimo że sam konwent - jak pisałem już, był dość kiepski, żeby nie powiedzieć - zły.

Po Alderaanie 2004 czuło się naprawdę jedność fanów. Zastanawiam się tylko, czy tylko takie negatywne zdarzenie łączy ludzi? Bo jakoś potem - coraz mniej tą jedność było widać. Po Żenadzie - fani zobaczyli, że są siłą i że nie dadzą się robić w konia.

Po Żenadzie, w drodze powrotnej do Warszawy narodził się pomysł CorusConu, z którego już goście wracali zadowoleni. A to także postęp! Co będzie dalej z fandomem? Czy aby się scalił potrzeba znowu jakiegoś uderzenia, czegoś złego? Na razie to pytanie pozostaje bez odpowiedzi.

A na iFandom Star Wars zmiana designu - to chyba widać. Jak się podoba? :) Do następnego posta!

31 października 2007

Alderaan 2004

Jakiś czas temu (dokładnie w tym poście) pisałem na temat Alderaanu 2003. Pora teraz napisać kilka słów o kolejnej (i ostatniej zarazem) imprezie spod tego znaku. Był to bowiem konwent przełomowy. Dlaczego? O tym za chwilę.

Alderaan 2004 była bardzo oczekiwany. Wszystko zapowiadało się wprost doskonale. Wpadki z zeszłorocznej edycji poszły w niepamięć, a wielu fanów cieszyło się na to kolejne spotkanie. Uwadze wszystkich (lub prawie wszystkich) umknął fakt, że nie przedstawiono na żadnej stronie internetowej programu imprezy. Nikt się tym nie przejmował!

Gości konwentu miała gościć ta sama co rok temu szkoła w Maczkach pod Sosnowcem. Ponownie ekipa warszawska pojechała trzema samochodami i jak zwykle w drodze - było bardzo wesoło. Zrobiliśmy (ekipa Warszawska) sobie nawet specjalne koszulki. Tym samym byliśmy bardzo wyróżniającą się grupą.

Przyjechaliśmy do Maczek i uściskaliśmy wszystkich, którzy byli dzień wcześniej, jak my. Na Alderaan 2004, choć oficjalnie zaczynał się w sobotę - można było przyjechać już w piątek, pomimo, że nie było na ten dzień przewidzianych atrakcji. Na konwencie obowiązywał zakaz spożywania alkoholu, co rozumiem i popieram. Niestety kiedy wracaliśmy ze spaceru od jednej z organizatorek dowiedzieliśmy się, że nas nie wpuści, bo jesteśmy pijani. Cóż. Ja nie piłem nic... Po takim incydencie (potraktowano nas jak dwunastolatki) i małej awanturze - część z nas miała ochotę wyjechać. Zostaliśmy jednak - bo konwent się dopiero miał zacząć.

Nadeszła sobota i "wielkie otwarcie". Do melodii Throne Room weszli członkowie PAJ - Polskiej Akademii Jedi - organizatora konwentu.
Wszystko zapowiadało się świetnie! Po początkowych przemowach okazało się... że nie ma programu! I to niestety sprawiło, że konwent okazał się całkowitą porażką, przez niektórych zwanych Żenadą 2004. Odległość Maczek od cywilizacji sprawiła, że nawet nie można było iść pozwiedzać miasta, anie do knajpy na piwo.

Oczywiście pewne punkty programu były. Na przykład prelekcja na temat typów fanfilmów, która przyciągnęła tłumy (bo nic innego się nie działo!) Poniżej zdjęcie z tej prelekcji.
Była jeszcze jakaś (nie pomnę już jaka) prelekcja TDC, jakiś konkurs i w zasadzie... to wszystko. Na 24 godziny konwentu!
Najgorsze jednak było to, że członkowie PAJ gdzieś się pochowali. mieli bardzo długo jakieś swoje tajne spotkania i nie wykazali krzty zainteresowania znudzonymi i nie mającymi co robić fanami. Co się potem działo na forach dyskusyjnych!

Oto kilka zapisów:
Relacja moja i vonga - pisana na świeżo, teraz już wielu rzeczy nie pamiętam - jest tutaj,
Wątek o Alderaanie na Forum Bastionu. Ale tam momentami lecą bluzgi :) - tutaj,

Pod powyższymi linkami są także odnośniki do innych relacji - galerii ze zdjęciami - nic tylko kopać, kopać, kopać.

Alderaan 2004 - fakty i ciekawostki:
  • Po organizacji Alderaanu 2004 Dan Falcon, główny koordynator, zniknął zupełnie ze świata fandomowego,
  • Koszt wejściówki na konwent był 60 złotych, BEZ możliwości opłacenia jej na miejscu - cała kwota musiała być wpłacona w przedpłacie.
  • Konwent odwiedziło około 80 osób.
  • ... W drodze powrotnej z Alderaanu narodził się... CORUSCON.
To chyba na tyle dzisiaj. Do tematu Alderaanu 2004 wrócę jeszcze zapewne - choćby po to, aby skomentować niektóre wydarzenia jakie tam miały miejsce. Recenzje pisane wtedy pod ogromny wzburzeniem - teraz wydają się nie do końca obiektywne. Zatem Stay Tuned!

15 października 2007

Bazyliszek 2007

W miniony weekend odbywał się konwent Bazyliszek w Warszawie. Długo zastanawiałem się, czy pisać cokolwiek na ten temat na iFandom, niemniej, doszedłem do wniosku, że chyba trzeba...

Bazyliszek, to nie są takie "zwykłe konwenty" - w sensie mające program z prelekcjami, spotkaniami autorskimi, konkursami i sesjami RPG. Bazyliszek to konwent dla fanów gier bitewnych. Zatem na piętrach i przede wszystkim w dwóch salach gimnastycznych szkoły przy Narbutta w Warszawie stały wielkie stoły gdzie można było zagrać i wziąć udział w rozmaitych turniejach gier bitewnych. Nie wymienię nawet nazw tych gier, bo się na tym zupełnie nie znam. W każdym razie na wierzchu tej góry gier były różne odmiany bitewnego Warhammera.

Oczywiście nie zabrakło tam też Star Warsowego akcentu. Outlander zorganizował pokazy i naukę gier Star Wars Miniatures i Star Wars Pocketmodel TCG i turniej tego ostatniego. Podziękowania należą się firmie ISA za sponsoring, dzięki czemu koszt turnieju dla uczestnika zamykał się w 5 złotych. Też należą się ogromne podziękowania dla DantEgo który skoordynował całość i sędziował.

Ja natomiast byłem tam i obserwowałem, oto garść migawek z tego co zobaczyłem:

1. Bar dobrze wyposażony na miejscu konwentu. Posiłki zimne i ciepłe, kawa, herbata... Ogromny plus. Pisząc "ciepłe posiłki" - nie mam na myśli pizzy z mikrofalówki, ale kiełbaski czy pierogi smażone w głębokim oleju. Do tego herbata za 1,50 czy kanapka z mnóstwem dodatków za 2,50. Dla mnie to plus jak byk!

2. Był plus, to musi być i minus, choć może wynikły z mego czepialstwa. Piwo. Na stołach, koło wyraźnie nieletnich graczy stały browarki... Niezbyt mi się to podobało, nie dlatego, że nie lubię piwa (uwielbiam je :) ) tylko dlatego, że trzeba dbać o pewną "prezencję". W niedzielę po terenie kręcili się tatusiowie z dziećmi. I co sobie mogą pomyśleć?

3. Teraz będzie plus i minus jednocześnie. Brak ochrony. Nie widziałem nikogo charakterystycznego - jakoś zaznaczonego, że to ochrona. Choć, jak pisałem, charakter imprezy jest zgoła inny niż znanych mi konwentów. Domniemywam zatem, że swego rodzaju "ochroną" byli sędziowie poszczególnych turniejów. Jeśli ktoś się u nich zachowywał niezbyt właściwie - wylatywał. :) Niemniej - konwent chyba był bezpieczny. Zero podejrzanych typów, a i chyba niewiele zginęło, bo biorąc pod uwagę wartość makiet i figurek, to można tam było się nieźle obłowić, gdyby chciało się kraść.

4. Plusem konwentu była jego cena. To znaczy był darmowy. Nie było jako takiej "centralnej" akredytacji. Płaciło się sędziom w zależności od turniejów w jakich się brało udział. W zasadzie dobry pomysł, bo gdy chciało się tylko popatrzeć - można było za darmo poruszać się po terenie całej imprezy. Przyczynić się to mogło do promowania growego hobby.

Podsumowując - świetna sprawa ten Bazyliszek. Fajnie było zobaczyć imprezę zupełnie inną od tych na których byłem wcześniej. Oceniam go bardzo pozytywnie, jako ktoś zupełnie z zewnątrz i nie biorący udziału w turniejach. Nie wypowiadam się na temat sędziów czy jakości turniejów, bo tego nie doświadczyłem. Mogę tylko powiedzieć, ze goście na turnieju Star Wars Pocketmodel bawili się chyba nieźle ;)

03 października 2007

Alderaan 2003

Artykuł ten jest pisany pro memoriam. Dawno to było temu ten 2003 rok. Ja byłem bodaj na drugim roku studiów. Był to pierwszy konwent SW na jakim byłem. Wcześniej, w 2000 roku, był jeszcze "Celebration" (oczywiście nie związany z zachodnimi Celebration) w Łodzi, który podobno nie udał się tak, jak powinien, ale tam mnie nie było - więc nie wypowiadam się.

Alderaan 2003 jest dla mnie o tyle ważny, że tam po raz pierwszy zetknąłem się z Polskim fandomem. Poznałem osobiście wielu ludzi spośród tych, których znałem wcześniej tylko z netu. Minusem konwentu była szkoła, a raczej jej lokalizacja - totalne zadupie. Niby to był Sosnowiec, a tak naprawdę daleko pod Sosnowcem - bo od dworca PKP w Sosnowcu jechało się naprawdę dłuuugo. To były Maczki.

Jechaliśmy dwoma samochodami z tego co pamiętam. Ja jechałem w "Falconowozie" (Pegout Expert Falcona) i było jak zwykle bardzo wesoło. Wygłupialiśmy się w najlepsze. Dojechaliśmy do Sosnowca, gdzie pod dworcem spotkaliśmy się z większością fanów, których miał stamtąd zabrać wynajęty przez orgów autobus. My zdecydowaliśmy się jechać za autobusem, który kilkukrotnie zgubił drogę. Fajnie.

Dotarliśmy na miejsce. To był mój pierwszy konwent. Dopiero rok później pojechałem na Imladris do Krakowa (nie Starwarsowy), ale o tym napiszę w innym miejscu i czasie. :)
Znaleźliśmy sobie miejsce w jednej z sal i rozłożyliśmy nasze rzeczy. Nie zwracałem wtedy uwagi na program, ale nie powalał. Było sporo pustych miejsc. Pochłonęły mnie spotkania z ludźmi. Pełno było okrzyków "To ty?" "Zupełnie inaczej sobie Ciebie wyobrażałem!" Poznałem wtedy Sizara, YangObiego, Kolarza, Mike, Frankiego, KaeSz, Cetę, Rickiego i... Dana Falcona (innego niż Warszawski Falcon) z którym się polubiliśmy i całe stado innych ludzi - łącznie - około 80.

Wracając do programu - był turniej Sabacca, był konkurs wiedzy... coś tam się działo przez cały czas, nie pamiętam już jednak co. Ważne jednak, że coś się działo.
Jeśli przejrzeć recenzje konwentu, które pojawiły się w internecie po Alderaanie 2003 - wskazano na pewne niedociągnięcia, ale odbiór był pozytywny z naciskiem - "za rok jak poprawicie sporo błędów jakie się pojawiły - będzie rewelacyjnie". Myślę, że dla wszystkich najważniejsze było to wspólne spotkanie i poznanie się "w realu". Pierwszy Alderaan był jednocześnie pierwszym konwentem który sponsorował Amber. Wsytawili swoje stoisko nawet i dali smyczki. Potem już na żadną imprezę SW nie udało się zdobyć sponsoringu, choćby najdrobniejszego, od jedynego wydawcy książek SW w Polsce. Obrazili się, czy co?
Po tych czterech latach zadaję sobie pytanie o ocenę tego konwentu. Nie zmieniła się znacząco. Nadal wspominam go bardzo dobrze, choć przez lekką już mgłę zapomnienia. Pamiętam, że miałem wtedy uwagi do organizacji - m.in. obsuwy w programie, czy niewielki wybór atrakcji. Niemniej - bawiłem się świetnie, choć to zasługa współfanów... Rok później był kolejny Alderaan. Był to jednocześnie ostatni konwent z tej serii. Dlaczego? niebawem dowiecie się na iFandom.
A może Ty, czytelniku iFandom byłeś na Alderaanie 2003 i chcesz się podzielić wspomnieniami? Pisz w komentarzach!


Jeszcze kilka słów technicznych:
Jak zauważyliście zapewne, nowe posty na iFandom nie pojawiają się już codziennie. Są dwa powody. Po pierwsze - mam po prostu mniej czasu. Napisanie dobrego i długiego artykułu na tę stronę to jak nic półtorej godziny. Po drugie - po prostu jakoś mam mniej pomysłów na artykuły i nie chcę się "wyczyścić" ze wszystkich pomysłów zbyt szybko. A może o czymś szczególnie chcielibyście poczytać? Zapraszam do komentarzy.
A propos komentarzy - odblokowałem anonimowe komentarze. Teraz już nie musisz mieć konta google, aby wypowiadać się na iFandom. Zapraszam!

25 września 2007

Migawki z Celebration Europe II

Pierwsza część migawek z Celebration jest tutaj. Oto kolejne punkty moich opinii, uwag i spostrzeżeń związanych z największym konwentem Star Wars w Europie.

7. Anglicy i Polacy. W Londynie, jak wiemy, jest sporo naszych rodaków. Było z nimi kilka ciekawych przejść. Nasza ekipa wraca pociągiem do Greenwich gdzie mieszkaliśmy, część z nas w kostiumach.

- Hello! Can I take photo with you?
- Sure go on!
[click]
- Thanks! Where are you from?
- Poland...
- Ja też...

Były też mniej miłe spotkania. Było jak w znanym dowcipie. Kiedy ludzie w kostiumach przechodzili pod ExCeL dąło się słyszeć okrzyki: "cool", "great costumes!", "o ja pierdole". Bez komentarza.

8. Konwentowa obsługa (po doświadczeniach z Polconu nazwałbym ich gżdaczami) - czyli ludzie, którzy zgodzili się przepracować na konwencie kilkanaście godzin w zamian za zwrot tego co zapłacili za wejście na imprezę. Ich oddanie było godne podziwu, kiedy usadzali gości w pełnych salach. Największe wrażenie zrobiła na mnie prosta rzecz. Kiedy sala była pełna i już pozornie nie było wolnych miejsc, ktoś z obsługi krzyczał "ktoś, koło kogo jest wolne miejsc proszę o podniesienie ręki w górę" i po chwili: "Osoby, które nie mają miejsc, proszę siadać obok osób z podniesionymi rękami". Jakie to proste? A jakoś nigdy się z Polsce z czymś takim nie spotkałem.

9. Ludzie w kostiumach. Było ich zarówno sporo, jak i mało. Po terenie głównej hali wystawowej jakoś niewielu przechadzało się osobników na przykład w zbrojach szturmowców, ale jednocześnie było ich więcej niż kiedykolwiek widziałem. :) Nie dane mi było jednak zobaczyć np. 100 szturmowców w jednym miejscu. Niestety.

10. Ogrom budynku. Konwent był ogromny. Ale wyobraźcie sobie, że zajmował tylko nieco ponad 1/4 pomieszczeń ExCeL. To robi wrażenie!

Jak coś mi się jeszcze przypomni - napiszę oczywiście. Zatem Stay tuned!

24 września 2007

U-BOT 2007 Migawki

Warszawska ekipa wybrała się w miniony weekend na konwent U-BOT do Łodzi. Impreza ta odbywała się już po raz trzeci. Niestety, co dało się zaobserwować - frekwencja nie jest stała, ani nie rośnie. Pierwszy konwent miał ponad 350 gości, a drugi 400. Ten, który zakończył się wczoraj (trzecia edycja) - ledwie 270. Ale, żeby było po kolei i nie była to kolejna nudna relacja - zamieszczam ją w formie znanych już czytelnikom "Fandom Star Wars" migawek.

1. Lokal - bardzo dobry i przestronny. Nie była to taka "stricte" szkoła, ale budynek Akademii Języków obcych i kultur narodów. Czysto, schludnie... i generalnie ok. Jedyna wada, to przedzieranie się do pryszniców. Ale dało się przeboleć. :) Lokal pomieścił bez problemu wszystkich konwentowiczów, a że byłem tam już rok wcześniej - nie gubiłem się wcale. Generalnie wielki plus za ten lokal.

2. Teraz wymienię jakiś minus. Niestety konwent jest, w moim odczuciu, bardzo zamknięty dla ludzi z zewnątrz. Prelekcje i konkursy - jeśli "fan fantastyki" z zewnątrz (znaczy np. przyszedł by dzieciak, który przeczytał w prasie o imprezie) pojawiłby się - nie miałby czego szukać. Zabrakło jakiegoś "wyjścia do ludzi". Minusem też była ta frekwencja. Moje dwie prelekcje Star Warsowe się nie odbyły, bo nikt nie przyszedł. Pierwszy raz spotkałem się z czymś takim, odkąd bywam na konwentach.

3. Palantki to plus. Pomysł buchnięty z Avangardy, ale świetny. Dziewczyny robiące tanie i proste żarcie (np. tosty z serem), ale bardzo tanie i co najważniejsze - na miejscu imprezy. Schodziłem piętro niżej i już miałem od razu "michę". Plus ogromny.

4. Mały nacisk położony na bezpieczeństwo. Ochrona była, owszem, ale np. od Nimvara, który jest nieletni, nikt nie wyegzekwował zgody rodziców. Niby nic się nie stało, bo był z nami, ale mimo to - było to pewne, malutkie niedopatrzenie. Niemniej - czułem się na imprezie bezpiecznie.

5. Informator - kolejny plus - choć w kilku miejscach widziałem, że się rozjechały literki - ale to nie ważne - mały chochlik drukarski. Informator z grubą okładką - nie niszczył się tak łatwo i wszystko tam było dokładnie napisane. Bez rewelacji oczywiście (informator Polconowy - to było dopiero coś!), ale była to dobra robota. Po prostu. Plus.

6. Teraz będzie plus i minus zarazem. U-BOT sprawił na mnie wrażenie "konwentu ekip". Co przez to rozumiem? Gdybym pojechał tam sam - umarłbym z nudów. Dało się wyraźnie zaobserwować, że ekipy przybyłe na konwent trzymają się razem - znajomi ze znajomymi. Jakiś taki niewielki przepływ. Poza tym - jakoś ciężko było zauważyć te 270 osób - zakładam, że spora część tego to jednodniówki i osoby przybyłe na turnieje karciankowe.... Niemniej gdzie jest 270 osób?

7. Turniej PocketModel TCG - świetnie przeprowadzony i sędziowany. No i pierwsze miejsce w konkursie indywidualnym dla Solo7th oraz zwycięstwo drużynowe dla tegoż Solo7th i Yako, (czyli mojej skromnej osoby) :)

Na razie tyle. Kolejne informacje o U-BOCIE w kolejnym wpisie. Stay Tuned!

21 września 2007

Migawki z Polconu II

Oto kolejny odcinek migawek z Polconu. Pierwsza część "nieuporządkowanych wspomnień i uwag" znajduje się tutaj.

6. Program Polconu był absolutnie świetny. Podejrzewam, że zasługą tego było to, co wielu uważało za porażkę konwentu. Wszyscy musieli płacić i nie było zniżek za prowadzenie punktów programu. Zatem prelekcje prowadzili pasjonaci, a nie ci, którzy zgłosili punkt programu, żeby mniej zapłacić za wejściówkę. Z tego co wiem zdarzyła się jedna wpadka z programem - w niedzielę rano, prelegent po 15 minutach prelekcji stwierdził, że jest zmęczony i skacowany i zwyczajnie "skończył" swój punkt programu wcześniej. Niestety to co zrobił, zważywszy na rangę imprezy, przekreśla go jako prelegenta. Jego nick jest powszechnie znany teraz i pewnie człowiek już nie poprowadzi żadnej prelekcji na konwencie innym niż trzydziestoosobowy w Pcimiu dolnym. Poza tym było naprawdę niewiele przesunięć i zamian. To ogromny plus.

7. Za wadę można uznać rozmieszczenie niektórych sal. Ja, pomimo, że latałem między nimi jak dziki, to dopiero drugiego dnia zacząłem ogarniać która jest która. Nazwy typu "Agat", "Onyx", "Szafir" jakoś zupełnie do mnie nie trafiały. Nie wiem, może to nie ten klimat. Oczywiście - to nie jest wada, żeby nie było, że się czepiam drobnostek - mówię tylko, że jakoś długo się w tym gubiłem.

8. Blok Star Wars na konwencie. Przede wszystkim jeszcze raz i z całego serca dziękuję chłopakom (i dziewczynom!) z Polish Outpost. Super że byliście! Naprawdę - o Was ciągle mówiono później. Zapewniliście niezapomniany show! Dzięki!
Poza tym - było dobrze. Bez rewelacji, ale nikt się ich nie spodziewał. Pozytywne, że na nasze punkty programu przychodziło sporo ludzi (spoza tzw. fandomu SW) i się bawiło świetnie. Zresztą - założeniem było, żeby nie robić prelekcji jako takich, tylko bardziej pokazać, że my się tymi Gwiezdnymi wojnami bawimy, a nie porównujemy, który statek jest lepszy. I to się udało, choć niewiele brakowało, aby nie wypaliło. Pewnego pięknego dnia zadzwonił do mnie Tredo (szef programu Polconu) narzekając, że nasze propozycje są "za mało merytoryczne". Myślałem, że go zabiję... A potem sam przyznał, że było świetnie.

9. Zawiodłem się... Pomimo zaproszenia mailowego, stawiło się właściwie tylko Polish Outpost i Kamino w liczbie dwóch osób oraz Miagi z Torunia (bardziej jako przedstawiciel ICO niż swego miasta) Nikogo z Bydgoszczy, nikogo z Wrocławia, nikogo z Poznania i nikogo ze Śląska.
Quo Vadis Fandomie?

18 września 2007

Migawki z Celebration Europe


Obiecałem, że napiszę kilka słów na temat największego Europejskiego konwentu Star Wars - Celebration Europe. Nie będzie to relacja tak długa i zawiła jak ta, którą napisał Lord Sidious na Bastionie (można ją przeczytać tutaj), ale przybierze raczej formę "migawek" podobnych do tych, które pisałem na temat Polconu.

1. Celebration Europe to komercja. Nie w znaczeniu takim, że organizatorzy na tym zarabiają, bo z tego co słyszałem robią to podobno społecznie, tak jak u nas organizuje się Polcony. Niemniej jednak najważniejszą częścią Celebration była hala ze stoiskami, na których można było kupić wszystko. ABSOLUTNIE wszystko, co związane ze Star Wars. To fantastyczne, że aż tyle tego stuffu powstaje, ale do pełni szczęścia brakuje małej (najlepiej przenośnej) kopalni złota. Niestety, przy kursie 1 funt = ok. 6 złotych, turysta z Polski bardzo zastanawiał się nad tym co może kupić, a czego nie. Ja niestety czułem "węża w kieszeni" i musiałem ostatniego dnia skorzystać z bankomatu - nie dlatego, że nakupowałem masę stuffu - o nie. Zabrakło na papu. Ot proza życia.

2. Star Wars Celebration Europe było imprezą, jak sama nazwa wskazuje, spod znaku "Celebration", czyli miało oficjalny patronat LucasFilm Ltd. Oznacza to, że na konwent przyjeżdżają gwiazdy. Poczynając od tych mało znanych (np. występowali w pełnej masce protetycznej przez chwilę w filmie), aż do tych "gwiazd nad gwiazdami" typu David Prowse, Ray Park, Ian McDiarmid i cała masa innych. Nie zabrakło również Ricka McCalluma. I tutaj daje się zauważyć różnice wśród aktorów. Niektórzy spotkani w hallu fotografowali się z fanami, dawali autografy i rozmawiali wesoło - inni przemykali, a poproszeni o autograf twierdzili, "że umowa im nie pozwala" i że zapraszają do "Autograph hall", gdzie można wziąć autograf "legalnie".

3. Autograph hall, czyli amerykańskość w pełnej krasie. Sporej wielkości hala, gdzie przy odpowiednich stanowiskach siedzieli aktorzy. Autograf kosztował. Od 2 do 5 kuponów, przy czym każdy kupon wart był 5 funtów. Zatem, jak nietrudno policzyć - autografy kosztowały od 10 do 25 funtów, czyli od 60 złotych do 150 PLN. Wyjątkiem był Mark Hamill, który za autograf brał 80 funtów. W tej cenie można było sobie z aktorami chwilkę (dosłownie chwilkę) pogadać, zrobić fotkę i dostać podpis na wybranym przez siebie zdjęciu (każdy z nich miał kilka do wyboru). Za 2 kupony można było dostać np. podpis jednego z lalkarzy poruszających Jabbę, czy jakiegoś szturmowca. Nie jestem fanem autografów, a tym bardziej ich zbierania, zatem w Autograph hall nie zabawiłem długo. Znaczy byłem dwa razy - raz jako fotograf Jaro, a raz jako fotograf Zuzy, bo oni postanowili mieć autografy. Ciekawe było rozmieszczenie aktorów przy stolikach. Ci "najdrożsi" siedzieli w głębi sali, więc nawet mając teleobiektyw nie byłem w stanie nic zrobić, bo cały czas wokół nich kłębił się tłum.

4. Sala platinium. Tam odbywały się "prelekcje" i spotkania. Niestety zazwyczaj dość nudnawe. Nie mogę zapomnieć prowadzącego, "rapera", który rozmawiając z gościem co chwilę wtrącał: "cool", "yeah", a chyba szczytem jego intelektualnych możliwości było powiedzenie "amazing". Niestety prowadzący do bani sprawiał, że i prelekcje były nudne. John Mollo, autor kostiumów do ANH, sprawiał wrażenie, że nie bardzo pamięta o czym mówi. Inny gość - Billy Dee Williams, sprawiał wrażenie jakby był na ciężkim kacu, choć oficjalny powód jego bełkotliwego mówienia to podobno różnica czasu - aktor był ponoć straszliwie zmęczony po locie z USA. Nie wiem, prawda jak zwykle pewnie leży po środku.

5. Celebrity stage to część wydzielona z głównej hali. Tam odbywały się spotkania z gwiazdami. To była część należąca do Warwick Davisa. On prowadził tam spotkania i nieźle się przy tym bawił. Tam było już ciekawiej i to o wiele. Kiedy rozmowa była zbyt nudna - Warwick coś zawsze wymyślił, aby ją rozkręcić.

6. Stań pan w kolejce! Kolejki to standard. Mam do nich uraz, więc kombinowałem jak się dało, żeby w nich nie stać. Niestety żeby wejść np. na panel z Reyem Parkiem - trzeba było ze dwie godzinki odstać i też nie było pewności czy się wejdzie - wpuszczano tyle osób ile było miejsc, a w Celebrity stage było ich może z 800, może 1000, nie wiem dokładnie.

To na razie tyle. Kolejna część wspomnień już niebawem! Stay tuned!


17 września 2007

CorusCon Zero

Padał lekki śnieżek. Było dość chłodno. Była sobota, 12 marca 2005 roku. Rano wskoczyłem w Pokemona i ruszyłem kończyć przygotowania. Razem z Falconem mieliśmy odebrać Donalda i sprzęt audio-wideo z Cytadeli i pojechać do szkoły. Byłem niewyspany, bo z nerwów nie spałem przez większą część nocy. Najbardziej obawiałem się, że szkoła wykręci jakiś numer. Nie podpisywaliśmy z nimi żadnej umowy, Wszystko opierało się na dżentelmeńskiej umowie.

Na miejscu okazało się, że wszystko jest ok. Pani woźna, która miała otworzyć szkołę i nas wpuścić - była na miejscu i szybko rozstawiliśmy ławki, oraz prowizoryczne stanowisko akredytacyjne. Jakąś godzinę po naszym przyjeździe do szkoły zaczęli się schodzić pierwsi goście...

Czym był CorusCon Zero?

Pierwszy CorusCon miał się odbyć już w 2004 roku. Najpierw jednak należało uporządkować sprawy Stowarzyszenia. (Zresztą o planach na CC w 2004 - kiedyś napiszę - długa to historia :) )
Wiedzieliśmy już, że nasz konwent ma się odbyć w 2005 roku. Doszedłem do wniosku, że w sumie niewielkim kosztem (zarówno jeśli chodzi o wysiłek jak i koszty pieniężne) można zrobić mały konwent - jako test naszych możliwości i mechanizmów działania. Udało mi się do tego przekonać resztę stowarzyszenia. Teraz, z perspektywy czasu, moje odczucia są mieszane. Nie żałuję oczywiście że zrobiliśmy tę imprezę. Ale taki dokładny test to też nie był. Faktycznie obejrzeliśmy miejscówkę, czyli szkołę 211, która gościła potem trzy następne CC, ale robienie takiej "małej" imprezy ma się nijak do imprez większych, jakim był później pierwszy, pełnowymiarowy CC.

Na pewno CCZ był sukcesem marketingowym. Realizując potem pełnowymiarowy CC nie byliśmy już ekipą całkowicie nieznaną. Coś już mieliśmy na swoim koncie i ludzie, naczytawszy się relacji w internecie obdażyli nas już pewnym zaufaniem. Nie zmienia to faktu, że problemy jakie stanęły przed nami w trakcie trwania CorusConu trzydniowego - były nieporównywalne do problemów jakie trzeba było rozwiązać w trakcie CCZero.

CorusCon Zero miał podtytuł "Odliczanie trwa". Potem już zrezygnowaliśmy z "tytułowania" każdego z konwentów. Dlaczego "odliczanie trwa"? To był marzec 2005 roku. Za dwa miesiące na ekrany kin miał wejść ostatni epizod Gwiezdnych wojen: "Zemsta Sithów". Na kilka dni przed konwentem w sieci pojawił się długi trailer ROTS. Na konwencie po raz pierwszy obejrzeliśmy go na dużym ekranie i z niezłym nagłośnieniem. To było super.

Czy były jakieś wpadki?
Hmmm. Nie. O dziwo, wszystko przebiegło dokładnie zgodnie z planem. Nie mieliśmy pojęcia ile na konwent przyjdzie osób, ale cena wejściówki okazała się dobrze skalkulowana. Konwencik, choć oczywiście jego koszty były minimalne - wyszedł na zero.
No chyba, że nie wiem, albo nie pamiętam o jakiś wpadkach - przypomnijcie mi w komentarzach :).

Można chyba powiedzieć, że CCZ był pierwszym konwentem SW w Warszawie. I to jest sukces, który się mu należy!

Oto linki do relacji jakie pojawiły się po CC Zero:
  1. Imperial City Online
  2. Bastion Polskich Fanów Star Wars
Chyba tyle... Czy będą następne CC - czas pokaże.

13 września 2007

Migawki z Polconu

Nie tak dawno temu, bo w dniach 30 sierpnia - 2 września odbył się w Warszawie konwent Polcon. Było to bez wątpienia jedno z największych wydarzeń "fandomu" fantastycznego w naszym kraju. Nie napiszę jednak relacji z tego konwentu. Jak słusznie ktoś zauważył "Szkoda, że organizowaliście... Ominął Was naprawdę fajny konwent". Byłem w ekipie tak zwanej "orgowej" i faktem jest, że nie mogę się wypowiadać na temat punktów programu konwentu (bo niewiele ich widziałem), czy go recenzować w całości (bo to by było nieetyczne - w końcu jakoś tam się przyczyniłem do tego, że powstał). Spisuję zatem pewne "migawki" spostrzeżenia, które są tylko moje.

1. Bardzo dobry PR imprezy. Chyba żadne konwent w Polsce nie miał reklam puszczanych często w TV. A Polcon miał - na kanale AXN. Poza tym reklamę TV Polconu zrobił Staszek Mąderek więc nie był to chałupniczo składany filmik, tylko coś, czego nie wstyd pokazać w TV.

2. Ów PR niestety podziałał też w drugą, negatywną stronę. Na stronie Polconu było napisane, że ceny w konwentowym bufecie miały być "od przystępnych do bardzo przystępnych" - 5 zeta za kanapkę, to trochę sporo. Niemniej - to był bufet HOTELOWY a nie KONWENTOWY... Zresztą - dla porównania, na którymś Imladrisie płaciłem 2,5 zeta za herbatę - to też sporo. Zresztą Imladris i Polcon Warszawski są imprezami bez wątpienia nie do porównania.

3. Ogromnym plusem Polconu była ochrona - Polcon Patrol. Ja także chodziłem z krótkofalówką i słyszałem rozmowy ochrony:
- Zuza zgłoś się...
- Zuza. Słucham.
- Na poziomie "-1" idzie facet, czarna kurtka, czarne spodnie chyba ma browara w garści.
- Zrozumiałam, przejmę go...
- Tu Goro, facet wjechał na "0", zdejmujemy go.

Tak to mniej więcej wyglądało "za kulisami". I to było świetne.

4. Minusem z kolei była odległość od centrum miasta, czyli sklepów knajp itp. Ale nie oszukujmy się, w centrum Warszawy NIE MA chyba (no mieszkam tutaj całe życie... i nie wiem do końca) podobnej wielkości miejsca konferencyjnego. Znaczy jest - Sheraton, czy Marriott, ale to chyba odpada ze względów finansowych. Zresztą, tak na marginesie, będę musiał zapytać Szamana jak wybierano miejsce na konwent. Zatem... podsumowując... albo robimy konwent w szkole, albo w centrum hotelowym. Robienie w centrum hotelowym - to bez porównania większy prestiż! I to się Polconowi udało.
Dopisek na marginesie: Z tego co słyszałem, to naczelnym plusem CorusConów była właśnie lokalizacja... Wszędzie blisko!

5. Targi PopKultury. To było naprawdę odlotowe! Powiało amerykańskością (no może niekoniecznie amerykańskością, ale generalnie zachodem), gdzie targi i HANDEL jako taki są jednym z podstawowych elementów tego typu imprez. Ja bym się mocno zastanowił, czy owych targów następnym razem jakoś nie powiększyć - dać im większą salę. Chociaż z drugiej strony - czy w Polsce jest AŻ tylu wydawców? Na pewno brakowało stoiska Amberu. I nie mówię tego tylko z punktu widzenia Star Warsowca... Oni naprawdę wydają też coś poza SW. :) Dobre kryminały czy fantastykę... Pomimo swej wielkości, Targi PopKultury, to był strzał w dziesiątkę! Bogoria, który za nie odpowiadał, też spisał się na medal. Gratulacje!

OK. to na razie tyle. Temat Polconu jeszcze wróci na fandomstarwars.blogspot.com. Jak napisałem wcześniej - to będą takie migawki - urywki wrażeń i wspomnień... Zatem stay tuned!