Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Twórczość. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Twórczość. Pokaż wszystkie posty

27 marca 2008

The Battle of Helms Hoth

Nie wiem jak Wy, ale kiedy oglądałem "Powrót Króla" i obronę Gondoru przez jazdę Rohirrimów miałem nieodparte wrażenie, że Mummakile, to "stara wersja" AT-AT. Jak widać, nie tylko ja miałem takie skojarzenie...




Przepraszam, że ostatnio tylko filmiki, ale nie mam jakoś czasu, aby napisać długiego i treściwego posta. :( a może Ty chcesz zostać autorem na iFandom?

PS. Zapraszam do pierwszego Screencastu Biblioteki Ossus, na Blog Biblioteki.

04 marca 2008

Treasure of the Shadows

Z "kronikarskiego obowiązku" powinienem napisać kilka słów o nowym polskim fanfilmie autorstwa fanklubu ze Skierniewic "Utapau". Mowa oczywiście o filmie zatytułowanym "Treasure of the Shadows". Postaram się napisać krótką, obiektywną recenzję, choć może wydać się to trudne, gdyż znam (i lubię!) fanów ze Skeirniewic, a poza tym... Sam w tym filmie występuję. Przez niecałą minutę może, jako "Special guest appearance", ale jednak.

Zacznijmy od samego początku, czyli od wizyty na planie (fakt, tego nie zawiera się w recenzjach, ale moja będzie szczególna).

Zdjęcia odbywały się w korytarzu (pełniącym jednocześnie funkcję małej salki gimnastycznej) w małej podskierniewickiej miejscowości. Całość sprawia dość profesjonalne wrażenie. Mikrofon na "wysięgniku", kamera HDV i cała masa pomysłów w stylu Adama Słodowego - przydatnych rzeczy na planie zrobionych "prawie z niczego". Był zatem zrobiony podnośnik do kamery mający nawet "zdalne" sterowanie ruchem głowicy z zamocowaną kamerą. Była charakteryzatornia, gdzie z profesjonalnych środków powstawały rozmaite blizny, a odpowiednia osoba czuwała nad tym, żeby paszcze aktorów nie świeciły się zbytnio. No i oczywiście ogromna ilość zielonego płótna, które samo w sobie pewnie kosztowało dość dużo. No a my, czyli Duran, Io i ja, czyli "Rada Jedi" przyjechaliśmy, powygłupialiśmy się i nagraliśmy kilka minut materiału. pozostało tylko czekać na premierę filmu, bo naprawdę przygotowanie planu i patenty jakich użyto, aby zastąpić elementy techniczne - były naprawdę powalające.

Na temat "Treasure of the Shadows" i oczekiwania na film wspomniałem już na iFandom. Było to w tym poście. Ale to tak tylko na marginesie. Pora chyba zacząć już właściwą recenzję.

Muzyka (zaczynam od końca właściwie, ale... moje prawo :)). Tutaj nie bardzo można narzekać, bo to Williams (ale nie tylko). Dobrana i zmontowana jest dobrze. Odejście od Williamsa w jednym miejscu na rzecz innej melodii (takie niby "afrykańskie" rytmy przy pojedynku na miecze) brzmi nieźle i dało całkiem niezły efekt. Użycie tego jednego "nie-wiliamsko-brzmiącego" utworu jest zaskakujące - myślę, że zaskoczenie byłoby mniejsze, gdyby pojawiło się więcej takich. W końcu jest tyle dobrej muzyki poza Williamsem :) (o Williamsie i muzyce do SW można poczytać m.in. tutaj na iFandom). Zatem - podsumowując - nie jest źle, standard, choć można by to było, moim zdaniem, odrobinkę ciekawiej rozwiązać.

Efekty cyfrowe i specjalne. Miecze świetlne - naprawdę dobre! ogromny plus. Tła komputerowe - też niezłe. Ogólnie - całość jak na efekty powstające na domowych pecetach wygląda całkiem nieźle. Jedyny mankament, to te poruszające sie w jednakowym tempie i jak po sznurki statki. Szkoda tez, że "zewnętrza" Coruscant nie przygotowano odrobinę dokładniej, ale jakoś nie raziło mnie to szczególnie. Jedyne na co można narzekać, to niewykorzystanie potencjału kryjącego się w modelu Gwiezndej Kuźni. Chłopaki się napracowali, zrobili fajny model - miniaturę do sfilmowania i co? widać go może przez sekundę w bardzo ograniczonym fragmencie. A model wyglądał (widziałem na jednym z "making of") całkiem fajnie. Najgorsze jest jednak zgranie ruchów ludzi na planie z ruchem kamery. Po prostu chłopakom tzw. Camera maching nie wyszedł. Momentami też jedna z postaci wydaje się lekko przeźroczysta. Błąd w kluczowaniu.

Największa wada. To ten użyty język angielski. Nie podobało mi się to już w momencie kręcenia, ale co tam... Fatalna dykcja (tak wiem, moja także) i kiepskie nagranie sprawiły, że film jest w zasadzie niezrozumiały. I o ile można go obejrzeć z napisami i wszystko pojąć, to zastosowanie języka obcego miało jeszcze jedną wadę, którą niestety widać na ekranie. Otóż aktorzy bardziej koncentrowali się na wymowie i zapamiętaniu obcego tekstu niż na grze. Wiem o tym, bo dokładnie tak samo było na planie. Podczas tych kilku ujęć w których brałem udział, zupełnie nie koncentrowałem się na tym, jak się ustawić i jak zagrać, tylko na tym, żeby tylko "wyrzucić" z siebie zadaną kwestię.

Aktorstwo. Skoro już przy nim jesteśmy należało by wspomnieć, że nie było ono wcale takie złe. Oczywiście obcy język wypowiedzi utrudnił grę i postacie występowały sztywno, niemniej - jakiego aktorstwa spodziewać się po grupie fanów, nie będących profesjonalnymi aktorami? Mogłoby być lepiej - oczywiście, ale ja psów nie wieszam. :)

Scenariusz i reżyseria. Opowieść snuta w filmie mogłaby być ciekawa. Mogłaby, gdyby nie fakt, że autorzy chyba chcieli za szybko wydać film (albo tak było w scenariuszu) i akcja się po prostu rwie. Zupełnie nie kupuję tego, że TotS ma być tak naprawdę trylogią. Nie lepiej zrobić jeden, fajny film, pracować nad nim długo, niż robić trzy filmy? Ogrom pracy przy trzech jest nieporównanie większy, a efekt - może być różny. Brakowało też na planie reżysera. Będąc na planie dowiedziałem się w którą stronę mam patrzeć, bo moi rozmówcy będą dodani później, ale nikt nie powiedział mi JAK grac, czy mówić szybciej, czy wolniej, jakie emocje przekazać itp. I chyba nie tylko ja miałem z tym problem sądząc po grze aktorskiej w całym filmie. Tym bardziej rozumiem narzekania gwiazd na grę na zielonym tle - ciężko jest z emocjami, kiedy nie ma wokół ciebie nic, na czym można by zawiesić wzrok, tylko wszędzie zielono.
Wracając do scenariusza - na początku był niezły, a potem - sprawiał wrażenie, jakby ktoś stał nad piszącym i co chwila pokrzykiwał - "oddawaj!, kończ już!"

Podsumowanie. Film warto zobaczyć. Mówię serio. Nie jest najlepszy, wielu by powiedziało wręcz, że jest kiepski. Choć mnie samemu nie bardzo się podobał, uważam, że trzeba go obejrzeć. W końcu UKOŃCZONYCH filmów SW w Polsce mamy tak niewiele... A jeśli bym miał wystawić ocenę: 4/10. Plusy za to, że nie ma tam ani jednego zielonego listka i za ciekawe podejście do kręcenia fanfilmów (właśnie te renderowane tła wszędzie) a minus... za język angielski, kulejący scenariusz i źle zgrany ruch kamery z ruchem aktorów... tyle w zasadzie.

Taki mały pomysł na marginesie - Chłopaki z Utapau... Może nakręćcie jakąś małą etiudkę filmową zamiast porywać się na trylogię? Niech Moc będzie z Wami... i z Nami.

02 marca 2008

Wspomnienia o Żarówce część II

Pamiętacie jeszcze wpis na temat Tworzenia fanfilmu "Żarówka"? Tekst jest dostępny w jednym z poprzednich postów, natomiast sam filmik jest tutaj. W czasie porządków na starym dysku twardym znalazłem kilka fajnych materiałów, w zasadzie większość z nich to już unikaty. "Never been seen". Zatem może na początek zdjęcia:

Skrót TNC obok napisu Żarówka 2 oznaczać miał "The Next Chapter" i był roboczym tytułem filmiku.

Gostek powyżej, to z kolei Darth Lord Abażur. :) Nie mam absolutnie pomysłu co on miał robić w filmie, niemniej - fajny kostium zaimprowizowaliśmy i fajne imię mu wymyśliliśmy. To czemu by nie skorzystać, skoro postać wykreowała się właściwie sama?

Z kolejnych materiałów, dostępnych już w Internecie, pozwolę sobie przypomnieć treść pewnego tekstu na Bastionie z Zapisem rozmowy Fixxer - Zapol z GG na temat planów dotyczących Żarówki II.

Zapol (23:28)
krecimy sequel... "zarowka strikes back"
Zapol (23:29)
masz pomysl na scenariusz?
Fixxer (23:29)
stlucze druga????
Fixxer (23:29)
tym razem w kiblu
Zapol (23:29)
darth zarowka nie da se dmuchac w kasze
Fixxer (23:29)
albo w kuchni
Fixxer (23:29)
wiem!!!
Fixxer (23:30)
pomalujcie zarowke na czarno
Zapol (23:30)
zemsta bedzie... swiecaca
Zapol (23:30)
i ubierzemy w kaptur :)
Fixxer (23:30)
czarna nie bedzie swiecic......
Zapol (23:30)
a moze by zrobic taki morphing jak w terminatorze 2?
Fixxer (23:31)
i bedzie uderzac blyskawicami :)))))))
Zapol (23:31)
zarminator
Fixxer (23:31)
=:-O
Zapol (23:31)
co to... punk?
Zapol (23:31)
ŻARMINATOR ?
Fixxer (23:32)
z wrazenia wlosy mi stanely
Fixxer (23:32)
Żar Vader?
Fixxer (23:32)
Darth Żar?
Zapol (23:32)
postrzelimy zarowke z wiatrowki i puscimy od tylu
Fixxer (23:33)
ciekawe
Zapol (23:33)
zarowka zleps bek
Fixxer (23:33)
nono
Fixxer (23:33)
a moze :
Fixxer (23:33)
episode II
Fixxer (23:33)
odlamki kontratakuja
Zapol (23:34)
błehehehehehehe
Zapol (23:35)
return of the żardaj
Zapol (23:36)
żar żar binks?
Fixxer (23:36)
wez 1 000 000 zarowek
Fixxer (23:36)
bedzie "attack of the clones"
Fixxer (23:38)
albo Żarba the Hutt
Zapol (23:39)
ksiezniczka żyrandala
Fixxer (23:39)
obi wan żarobi
Zapol (23:40)
master jazeniowka
Fixxer (23:40)
ile ma watow MOCY??????
Zapol (23:41)
republika OSRAM kontra imperium PHILIPS
Zapol (23:42)
no to sie szykuje megaprodukcja :)
Fixxer (23:42)
a pod koniec wszystko opanuje ciemna strona mocy
Fixxer (23:42)
wysiada korki :)

Ok. Na razie tyle. Jak coś mi jescze wpadnie w ręce, to zamieszczę :) Pozdrawiam serdecznie.

12 lutego 2008

The making of Żarówka

"The Making of Żarówka" to w zasadzie dorabianie ideologii do czegoś drobnego i z pozoru nic nie znaczącego. Żarówka okazała się jednak swego rodzaju hitem, a może bardziej jej recenzja (dostępna tutaj, na Bastionie) napisana przez Jacksona. Cały film jest to zapisem naszych wygłupów i "testów CGI". Naszych czyli Zapola i moich.

Ot po prostu dwoje siedemnastolatków ma kartę TV do komputera, 3D studio Max (w wersji 2.5) i kamerę - wielką i ciężką VHS, na duże kasety.
Pewnego dnia po prostu machałem kilkadziesiąt razy kijem (gazrurką - nawet są na strychu gdzieś, więc chyba powinienem ofiarować je do jakiegoś muzeum...) i w czasie jednego takiego machnięcia Zapol pstryknął przełącznikiem od lampki, która stanowiła jednocześnie jedyne oświetlenie na planie. Ja wtedy powiedziałem po chwili (tak - improwizacja) "i skasował żarówkę", bo naprawdę z punktu widzenia kamery wyglądało to tak, jakbym gazrurką walną w znajdującą się poza kadrem lampkę. Potem jeszcze kilkanaście razy próbowaliśmy nagrać powtórki tego, jak się zdawało, śmiesznego ujęcia. Żadne jednak nie wyszło, w naszym mniemaniu tak dobrze jak to pierwsze - improwizowane. Dorobiliśmy efekty. Zapol położył w 3d Studio Maksie maskę miecza świetlnego, oraz dorobił napisy końcowe, oraz "logo wytwórni" LSB Films, czyli "Liceum Stefana Batorego Films". Znacznie później do filmu dodałem dźwięk miecza świetlnego i tłukącej się żarówki.

Popularność "Żarówki" zaowocowała próbą nakręcenia ŻARÓWKI II. Nie żartuję, naprawdę. Odbyły się nawet zdjęcia do owego filmu. Miał tam wystąpić m.in. Darth Abażur i jego mistrz - sama Darth Żarówka, obecna, choć w poprzednim filmie wydawałoby sie, że skutecznie stłuczona.
100 procent zdjęć odbyło się na zielonym tle (płachta dzięki Mareckiemu!). Nie bardzo wiadomo, gdzie teraz jest kaseta z materiałem filmowym. Nie trafiła ona po nakręceniu do żadnej obróbki, ani nawet do wstępnego montażu. Powstały bodajże dwa zdjęcia z serii "Select" oraz chyba jedne czy dwa próbne rendery "tych złych" postaci, które miały powstać całkowicie cyfrowo. (Jak tylko gdzieś znajdę te "Selecty" - to je zamieszczę na iFandom).

Jedno jest pewne. Gdyby powstała Żarówka II to pewnie by nie powstała "Krypta", bo miejsce pogiętego fanfilmu SW byłoby już zajęte. :) Choć oczywiście nie da się ukryć, że założenia obu tych fanfilmów były zupełnie różne, o il wogule Krypta jakoweś miała... To chyba tyle na temat Żarówki i Żarówki dwa...

Z mroźnej i zasypanej Bukowiny Tatrzańskiej kończę nadawania i jak zwykle - Stay Tuned!

05 lutego 2008

Żarówka

Pamiętacie szał fanów na punkcie jednego prostego filmu? :P Przypominamy go dzisiaj! O kulisach powstania tego filmiku - już niedługo na iFandom!



20 grudnia 2007

Kolejne filmiki

Zatem dla rozluźnienia w świątecznej krzątaninie serwujemy kilka filmików, które warte są obejrzenia. Zatem przerwa w sprzątaniu / ucinaniu łba karpiowi / kręceniu masy na makowiec... Zapraszamy do oglądania!








I na koniec absolutny hit. Kampania społeczna z 1979 roku przeciwko prowadzeniu po pijanemu. Warto zobaczyć.


09 grudnia 2007

Jak to z Ossusem było...

Dawno, dawno temu, w odległej galaktyce, no może nie takiej odległej, bo w naszym kraju nad Wisłą i może nie tak dawno temu, bo ponad rok temu... W każdym razie, darujmy sobie wstępy. W sierpniu 2006 przedstawiony publicznie został Ossus.
Przygotowania do uruchomienia trwały już od pół roku. Sam engine wiki został uruchomiony w marcu 2006 roku - kilka dni przed CorusConem 1 i 1/2.
Naprawdę niewiele w Polsce było projektów fanowskich, które były tak skrupulatnie przygotowywane. Bo naprawdę - kilka osób siedziało dzień w dzień, bywało że i po kilkanaście godzin dziennie, aby w momencie startu Ossus mógł być liczącym się konkurentem "na rynku" fanowskich stron i fanowskich encyklopedii w Polsce.

Już od samego początku wiedzielimy jak ma wyglądać ta encyklopedia. Najprostszym rozwiązaniem byłoby zainstalowanie pustej wiki, ustawienie wszystkich opcji, zrobienie może kilku szablonów i otwarcie z nadzieją, że ludzie sami wezmą opiekę nad stroną w swoje ręce. Taka jest przecież idea WEB 2.0. Wszyscy mają tworzyć wspólną zawartość. Niestety jak zauważył jeden z twórców Wikipedii - nie zawsze się to sprawdza. Owszem - strona której treść tworzą użytkownicy ma ogromną masę zalet, ale ma tez wady. Napiszę o tym zresztą w którymś z następnych postów, na tym, lub na innym blogu. :)

Ossus miał być inny. Kiedy "wpuszczeni" zostali do Biblioteki odwiedzający - już były wypracowane zasady i mechanizmy dotyczące tego jak pisać hasła, zasad przyjętej pisowni i ortografii i tym podobne. Poza tym - było już ponad 600 haseł w momencie otwarcia (w sporej części dzięki partnerstwu Bastionu Polskich Fanów Star Wars i ich encyklopedii). To sprawiło, że fani przekonali się do Biblioteki i teraz Ossus ma bardzo wysoką odwiedzalność.

Oczywiście dobry start to nie wszystko. Cały czas Ossus jest bardzo "pilnowany" przez administrację. Jak powiedział Brion Vibber, jeden z głównych deweloperów systemu MediaWiki:

Wikipedia to niezły MMORPG dla administracji... Zawsze coś się dzieje.
W sumie racja. Czasem mam wrażenie, że Ossus jest pilnowany aż ZA bardzo. Przez to niewiele przybywa długich, przekrojowych haseł, a sporo jest jedno- dwulinijkowych. Po prostu - ludzie boją się pisać w obawie, że ich hasło zostanie skasowane jako źle napisane, bądź zbyt lakoniczne. Tak się nie dzieje! Kasowane są tylko hasła koszmarne, nic nie wnoszące do encyklopedii i źle napisane językowo (na tyle źle, że poprawienie go oznaczałoby napisanie od nowa). Jeśli w jakimś haśle jest za mało informacji - zostanie on oflagowany odpowiednim szablonem i najpewniej za jakiś czas ktoś się zajmie jego udoskonalaniem. Na tym właśnie polega zasada wiki. Nie koniecznie musisz być ekspertem, wystarczy, że dołożysz własną cegiełkę. zasada ta nie dotyczy tylko Ossusa, ale każdej innej encyklopedii tego typu. Tak. samej Wikipedii też.

Wracając do historii Ossusa. Po otwarciu i ogólnej akceptacji ze strony fandomu - nie było już z górki. Śmiem twierdzić, że nadal nie jest. :) kłopoty z serwerem i ataki niszczycieli. Przez nich musieliśmy wypracować mechanizmy obronne, w tym także zamknąć możliwość przenoszenia stron przez "zwykłych Archiwistów". W sumie - nawet dobrze się stało, bo konieczność wybrania grona osób mających uprawnienia przenoszenia plików zaowocowała stworzeniem rangi Jedi, czyli takich "niższych adminów", którzy, co prawda nie mogą zbanować, ale mają oko na wszystko co się dzieje w Ossusie.

Ktoś kiedyś zapytał mnie, jakie dalej plany w związku z Ossusem. Odpowiedziełem - nie wiem. Nie wiadomo co się może zdarzyć. Miejmy tylko nadzieję, że nie trzepnie nam znowu serwer. :)
Powoli sobie układam w głowie odpowiedź na pytanie "co dalej z Biblioteką", ale chyba jeszcze za wcześnie, aby udzielić jednoznacznych odpowiedzi. Jak na razie istnieje i ma się dobrze!

Stay Tuned! I do następnego posta!




26 listopada 2007

Pisze się Gwiezdne wojny!

Całe życie wydawało Ci się, że wiesz, jak pisać tytuł naszego-ulubionego-filmu? Otóż - nie pisze się tego tytułu Gwiezdne Wojny.

Vigo jakiś czas temu uruchomił stronę Stop błędnym tytułom Gwiezdnych wojen. Strona, mająca formę "Internetowej akcji społecznej" jest warta uwagi. Właściwie nie sama strona, a temat który porusza.
Otóż według wszelkich zasad poprawności i ortografii polskiej, tytuł filmu Georga Lucasa, powinno się pisać właśnie "Gwiezdne wojny". W języku angielskim słowa w wieloczłonowym tytule filmu piszemy wielkimi literami (z wyjątkiem spójników, zaimków itp.). Mamy zatem: Star Wars, Lord of the Rings itp. Pisanie w podobny sposób tytułów polskich - jest po prostu naruszeniem zasad ortografii. W naszym języku bowiem tytuły filmów i książek, poprawnie zapisane, mają pierwszy człon pisany wielką literą, a pozostałe - małą, o ile nie są one nazwami własnymi. Stąd zatem pisownia Gwiezdne wojny, Nowa nadzieja, ale już Powrót Jedi, bo "Jedi" to nazwa własna. Zresztą - długo by pisać o zasadach ortografii - po więcej informacji odsyłam na powyższą stronę, lub po prostu do słownika ortograficznego. Poniżej zamieszczam kilka pytań, jakie nasuwają w związku z pisownią tytułu. Większość pochodzi z Bastionu:
  • "Jedi - pisane z wielkiej bo to kalka z angielskiego, gdzie oni piszą tak niektóre, ważne dla całości wyrazy".
Na Bastionie znalazła się także uwaga, że "Jedi" piszemy po polsku właśnie dlatego tak, że kilkadziesiąt lat temu, kiedy powstawały pierwsze tłumaczenia książek i filmów, właśnie tak to zapisano, a poprawnie powinno być "dżedaj". W pewnym stopniu jest to prawda. Niemniej istnieje taka zasada, że nie zapisuje się fonetycznie słów. Wymysłem ostatnich lat są chore moim zdaniem, zapisy: Szopen zamiast Chopin czy Szekspir zamiast Shakespeare. Zwłaszcza to ostanie nazwisko widuję na "szkolnych" wydaniach dzieł angielskiego poety, napisane chyba tak tylko dlatego, że mamy, (według wydawców!) w Polsce zbyt głupią młodzież, która nie wie jak się czyta nazwisko Shakespeare. Wracając do "Jedi" - to taka sama nazwa własna jak Toyota (a nie Tojota jak powinno się to zapisać po polsku), czy "Peugeot" (a nie Peżo). Tyle w tej kwestii.
  • "[Gwiezdne Wojny] gdzie mamy przecież WOJNY ogarniające całą galaktykę, a nie maleńki konflikt w Czeczenii. Pisanie więc tego z małej zakrawa więc na śmieszność".
Tutaj krótko, zacytuję Vigo i jego stronę: Wielkość konfliktu nie wpływa na ortografię.
  • "Gwiedne Wojny". Skoro pisze się "Władca Pierścieni"...
Pierścienie były konkretne. Jedyny pierścień, trzy dla elfów, siedem dla krasnoludów i dziewięć dla ludzi. To chyba tyle w tym temacie :)

A co TY myślisz? Zapraszam do komentowania!

26 października 2007

Powrót Star Wars Kida

Pamiętacie jeszcze Star Wars Kida? Jeśli nie, to zapraszam najpierw do tego posta na iFandom. Znalazłem jeszcze jeden rewelacyjny film z Ghyslainem w roli głównej. Teraz to już w zasadzie wygląda tak, jak powinno. Ktoś włożył sporo pracy, aby filmik ten odpowiednio zmontować.



Respect dla twórcy.

08 października 2007

Filmowy Humor Star Warsowy

Tak na początek - przepraszam, za tak długi czas oczekiwania na następnego posta. Po prostu - brak czasu mnie dorwał :( Life is brutal.

Dzisiejszy post miał być o Humorze SW - zatem zapraszam do czytania.

Zacznijmy od banalnego stwierdzenia. Jeśli coś jest parodiowane, to znaczy, że zajmuje ważne miejsce w pop kulturze. Nie stwierdzam tutaj, czy owo miejsce jest pozytywne czy negatywne - bo to zupełnie osobna sprawa. Ważne że jest. W końcu bin Laden też jest parodiowany, a trudno powiedzieć, żeby zapisał się pozytywnie w kulturze.

Liczba parodii filmowych związanych z Gwiezdnymi wojnami jest przeogromna. Poczynając od filmików fanowskich, przez odniesienia do Star Wars w innych filmach i serialach, aż do pełnometrażowych produkcji w całości wypełnionych odniesieniami do Sagi Lucasa. Najsławniejszą chyba parodią Star Wars są "Kosmiczne Jaja" (Space Balls) Mela Brooksa. Tak na marginesie, Mel ponoć pracuje nad nowym filmem parodiującym nową trylogię. Najpewniej będzie to kreskówka.



Tak na marginesie, zwróćcie uwagę, że "Space Balls" parodiuje nie tylko sam film - jego fabułę, ale też ten cały niesamowity marchandising związany z "Gwiezdnymi wojnami" - Yogurt promuje "swój sklepik", a Lord Hełmofon w jednej scenie bawi się figurkami przedstawiającymi głównych bohaterów "Space Balls". Nie wspominając już o mrugnięciu okiem do całego pirackiego, (jeszcze wtedy) kaset VHS rynku wideo. W jednej ze scen bohaterowie oglądają bowiem kasetę... z "Gwiezdnymi jajami" w których właśnie występują.

Skoro już jesteśmy przy pełnometrażowych filmach które parodiują Gwiezdne wojny, to warto wspomnieć o niemieckiej, całkiem świeżej, produkcji, bodaj z 2005 roku. Mam na myśli tutaj "Gwiezdne jaja", w którym obok odniesień do "Gawiezdnych wojen" mamy także mrugnięcie okiem do Trekkies, jak również do wielu innych filmów (w tym nawet Shreka!).



Mnie ten film absolutnie rozwalił i śmiałem się jak norka. Jeśli gdzieś go dorwiecie w całości - polecam!

Oczywiście to nie wszystkie filmy pełnometrażowe parodiujące Star Wars. Przytoczyłem je tutaj, ponieważ już samym tytułem swoim nawiązują do dzieł filmowych George'a Lucasa. W wielu (nie jestem w stanie podać nawet przybliżonej liczby) innych filmach, w tym także komediach, możemy natknąć się na odniesienia do Gwiezdnych wojen - bardzo często przedstawionych w krzywym zwierciadle. Przychodzi mi na myśl w tej chwili tylko jeden pełnometrażowy film w którym mamy wyraźną i oczywistą parodię Star Wars. "Hot Shots 2":



W innych filmach - jest mnóstwo odwołań do Star Wars. Ot choćby film "Telemaniak" (Cable Guy), gdzie Jim Carrey mówi coś w rodzaju "Super sprzęt, Stereo, Dolby, THX, że George Lucas spuściłby się w spodnie". Długo szukałem na YouTube odpowiedniego filmiku - niestety nie udało się znaleźć odpowiedniego fragmentu :(.

Inne, najbardziej znane przykłady to między innymi dialog z filmu Asterix i Obelix Misja Kleopatra:
Ceplus, dowódca rzymski, nosi hełm przypominający hełm Vadera. poza tym mówi coś w rodzaju: ...zaatakowane, Imperium Kontratakuje! Do tego muzyka a'la Marsz Imperialny. A chwilę później Ceplus dusi Antiwirusa mówiąc charakterystycznym Vaderowym głosem (odpowiedni filmik na YouTube jest tutaj).
Jeszcze fragment mamy w Aramageddonie:
- Ja będę Hanem Solo
- Nie, ja będę Hanem Solo, a ty Chewiem.
- Słuchaj, czy ty oglądałeś Gwiezdne wojny?
W "Men in Black" kiedy bohaterowie wybierają broń - z szuflady wyjęty zostaje m.in. miecz świetlny.

W jednym z odcinków "Friends" mamy Main Theme, Ross ma fantazję o Rachel w stroju Lei z ROTJ i tym podobne. :)


Jak pisałem - tego typu dzieł jest cała masa, wprost nie sposób wymienić wszystkich. Na samym końcu powinniśmy wspomnieć o filmach fanowskich. Pisałem już swego czasu o polskich fanfilmach na tym blogu (zobacz tu), a o najlepszych filmach fanowskich z zagranicy wspomnę jeszcze, niemniej niektóre bardzo udanie parodiują Star Wars. Niejednokrotnie łączą wątki Gwiezdnych wojen z zaczerpniętymi z innych filmów. Wśród tych filmów od lat moim prywatnym liderem pozostaje "George Lucas in Love" (zobacz na YouTube). Wiele filmów fanowskich wiadziałem, i nic jeszcze nie pobiło GLiL'a.

Gdzieś na marginesie są także fanowskie filmiki, które powstały niechcący. Takim z nich jest dziełko znane pod nazwą "Star Wars Kid" i jego przeróżne konwersje i przeróbki. aby zapoznać się ze Star Wars Kid i jego fenomenem - zapraszam już niebawem na iFandom SW. :) W jednym z kolejnych odcinków zapraszam także do poczytania dowcipów o Star Wars. Generalnie - temat humoru SW będziemy kontynuować, zatem to dopiero początek!

19 września 2007

Gwiazdy w czerni

Staszek Mąderek tworzy swój pełnometrażowy film "Gwiazdy w czerni". Dzieło to, jest zapewne wiecie, inspirowane jego pierwszym trailerem "Stars in Black", którym zyskał popularność w fandomie, nie tylko Star Warsowym. Trailer ten, miał pokazać możliwości Staszka, ale stał się tak popularny, że w głowie reżysera zaczęła kiełkować myśl o stworzeniu pełnometrażowego filmu.
Na Polconie można było uczestniczyć w bardzo dłuuugim spotkaniu z reżyserem, który pokazał wtedy sporo materiałów dodatkowych, w tym także pierwszych kilka minut z gotowego filmu. Pomyślałem sobie, że napiszę swoją opinię na ten temat. Nie będzie to recenzja filmu oczywiście, bo trudno recenzować coś, czego widziało się tylko niewielki fragment.

Film zaczyna się dynamicznie. Kasia Bujakiewicz raz jako anielica, raz jako diablica wprowadza nas w opowieść i potem już akcja. Od razu jakaś walka na miecze i zostajemy dosłownie wrzuceni w środek wydarzeń. We fragmentach, które pokazał Staszek, widać wybuchy, pościgi, walki, elementy kaskaderskie...
Zaczynam się bać o ten film. Wizualnie na pewno będzie bez zarzutu i pokaże poziom efektów cyfrowych jakich w polskim kinie jeszcze nie było (tym bardziej - że jest to w zasadzie film fanowski - Staszek większość kasy na jego produkcję wykłada z własnej kieszeni). Ale czy nie będzie to teledysk, w którym poza ładnym obrazem nie ma nic więcej? Główny wątek filmu - jest dość nieskomplikowany, ale nie świadczy to o jakości filmu. Nawet najprostszy pomysł można przekuć w niezłe dzieło. Obawiam się tylko tego, że będzie to film, w których pokaz strony wizualnej będzie jedyną rzeczą dla której ten film warto obejrzeć.

Staszek jest dobry w krótkich formach - jego reklamy czy teledyski po prostu przytłaczają pomysłami, które są zawsze świeże. Ale żeby zrobić dobry film kinowy trzeba mieć chyba coś więcej niż tylko dobre pomysły na krótkie filmiki.
Z tego co już wiadomo o "Gwiazdach w czerni" Staszek zastosował tam kupę sprawdzonych trików. Są to dynamiczne walki, odniesienia do klasyków kina (na początku filmu postacie walczą na tak jakby.... miecze świetlne), czy piękne aktorki (a raczej - modelki), które od czasu do czasu pokazują się skąpo ubrane albo nawet - nago. Ale czy to wystarczy, żeby na film poszło więcej ludzi niż "konwentowa brać", która zna Staszka? Czy to wystarczy, żeby film uzyskał dobre recenzje?

A Wy, co myślicie? Zapraszam do komentarzy i na stronę oficjalną Staszka: www.stars-in-black.pl.

15 września 2007

Polskie fanfilmy

Zacząłem temat dość trudny. Dlaczego? Bo moim zdaniem w Polsce daje się zaobserwować pewien "kompleks" fanfilmu Star Warsowego. Już wyjaśniam co mam na myśli pisząc: "kompleks".

Popatrzmy na zachód. Mamy spośród całej masy chłamu kilka perełek takich jak George Lucas in Love (zobacz na YouTube) czy, chcąc wymienić filmy "bez fabuły": obydwie części Ryan Vs. Dorkman. Jak się ma sprawa w Polsce? Mieliśmy dawno temu bardzo mocno promowany Epizod XXI, który bardzo szumnie zapowiadany, miał premierę w kinie nawet... Niestety tak naprawdę szałowy nie był. Owszem widać było w nim włożony ogrom pracy, ale niestety realizował schemat "poszli do lasu i pobili się na miecze". Mieliśmy trailer "Stars in Black" - który jako jedyny wybił się ponad przeciętną... Więcej - zasłużył nawet na miano kultowego, bo teksty z tego filmu (nieśmiertelne "Staszek szybki jest") weszły już do ogólnofandomowej kultury masowej.
Tylko że pojawia się tutaj pewien mały problem przy klasyfikacji. Otóż "Stars in Black" ciężko w zasadzie nazwać takim stuprocentowym filmem fanowskim. Postał w konkretnym celu - jako element portfolio Staszka pokazujący, że on także umie robić cyfrowe efekty specjalne. Zaczęło się od elementu portfolio, a skończyło na pełnometrażowym filmie kinowym (który dopiero powstaje - coś o nim napiszę w jednym z kolejnych wpisów na fandomstarwars.blogspot.com).
Potem w Polsce było sporo "zaczętych produkcji" - ktoś się brał za produkcję, zbierał ekipę i jakoś nie doprowadzał roboty do końca. Podobnie jest niestety z bardzo ambitnym filmem "Amida Monogatari" opowiadającym o Amidali. Powstały do niego storyboardy, częściowa animatyka, fantastyczne kostiumy... I cisza.
Co jest teraz? Teraz mamy nieśmiertelną "Kryptę" (poświęcę jej fenomenowi jeden z następnych wpisów) oraz Dark Side Tempting, który był niezły pod względem technicznym (wymazane budynki na drugim planie! - good job!) ale też jakoś świeżością ani fabułą nie zwalił z nóg...

Teraz czekamy Treasure of the Shadows, w którym w jednej czy dwóch scenach pojawi się nawet moja skromna osoba. :) Czekamy bo choć premiera miała być 15 września, to została w ostatniej chwili odwołana. Chłopaki ze Skierniewic popełnili faux-pas zapraszając na premierę mając film jeszcze w tak zaawansowanej produkcji. Niemniej, wykazali się szczyptą szaleństwa... A "trzeba mieć chaos w sobie, żeby stworzyć tańczącą gwiazdę" (F. Nietzsche). Miejmy tylko nadzieję, że tą odwołaną w ostatniej chwili imprezą nie dokonali fandomowego seppuku. Ja nie mam im tego za złe... Choć pewnie bym miał, gdybym się na przykład o odwołaniu dowiedział po przyjeździe do Skierniewic. Choć i tak telefon zastał mnie dosłownie w momencie kiedy zakładałem plecak na plecy...

Jaki będzie Treasure of the Shadows? Zobaczymy. Mam nadzieję, że jednak poprawią tą kiepską walkę na miecze, którą widać w trailerze.

Nie było jeszcze w Polsce fanfilmu który by "zwalił z nóg". W czasie kiedy kamery HD można dostać już wcale nie za tak straszliwie niewyobrażalne sumy pieniędzy, kiedy komputery są na tyle szybkie, że mogą przetworzyć obraz i dźwięk, nie znalazł się jak do tej pory nikt, kto napisałby dobry, nieschematyczny scenariusz. Bo czy w "George Lucas in Love" mamy odlotowe sekwencje walki na miecze świetlne i bitwy kosmiczne? A to chyba właśnie dlatego GLiL jest taki świetny... Zatem? Ktoś uratuje honor polskiego fanfilmu?
Ustanawiam niniejszym złoty medal w dziedzinie fanfilmu SW w Polsce. Kapituły nie będzie. Głosowania - nie będzie. Medale te będę przyznawał fanfilmom, które mnie zachwycą... W jakimś stopniu. Będzie to bardzo subiektywny wybór...

Do zobaczenia w następnym odcinku fandomstarwars.blogspot.com. :)